Kolejny sukces bielskich karateków

25 marzec 2010

Kolejny sukces bielskich karateków

Karate kyokushin jest w Polsce niezwykle popularne, co mogą potwierdzić bardzo liczne kluby w naszym kraju i kolejne medale imprez międzynarodowych zdobywane przez reprezentantów Polski.



Twórca Bielskiego Klubu Karate Kyokushin, reprezentant Polski Sławomir Dubiel zdobył w tym roku złoty medal w kumite kategorii Open na Otwartych Mistrzostwach Stanów Zjednoczonych. Zawody te są próbą generalną przed kwietniowymi Mistrzostwami Świata, które odbędą się Japonii. 

Bielski klub, którego sponsorem jest firma Hi-tec, był także organizatorem 5 Mistrzostw Makroregionu Śląskiego seniorów i juniorów młodszych. Zawody odbyły się 14 marca w hali sportowej  przy SP 37, wzięło w nich udział blisko 140 zawodników z 19 ośrodków.

O ostatnich sukcesach osobistych i klubowych, ale nie tylko rozmawialiśmy z sensei Sławomirem Dubielem.

Jakie były najważniejsze wydarzenia ostatnich miesięcy w bielskim klubie?

Sławomir Dubiel: W Bielsku-Białej odbyły się Mistrzostwa Śląska seniorów i juniorów młodszych, których zresztą byliśmy organizatorem. W ostatnim czasie byliśmy także na kilku wyjazdach międzynarodowych i na zawodach Pucharu Polski. Aktualnie przygotowujemy się do Mistrzostw Świata, które już niedługo odbędą w kolebce karate - Japonii w mieście Chiba.  

We wspomnianych wcześniej Mistrzostwach Śląska reprezentanci bielskiego klubu osiągnęli spore sukcesy…

Sławomir Dubiel: Tak, to prawda. Zdobyliśmy 4 medale: 2 złote i 2 srebrne. W młodzikach mieliśmy srebro w konkurencji kata juniorów młodszych. W seniorach złoty medal także w konkurencji kata (konkurencje pokazowe). W kumite zdobyliśmy drugie miejsce w kategorii ciężkiej, a także mistrza w lżejszym kontakcie. Myślę, że to dla naszego klubu spore sukcesy, biorąc pod uwagę, że Śląsk jest najmocniejszym regionem w Polsce, z racji choćby tego, że startuje tu wielu mistrzów Polski i Europy. 

Karate to sport kontaktowy, w którym jednak zdarzają się kontuzje, czasem dosyć bolesne, czy to nie zraża najmłodszych adeptów tej sztuki walki?

Sławomir Dubiel: Najmłodsi nie są dopuszczeni do kontaktu, u nas dopiero w wieku 14 lat można startować w konkurencjach kontaktowych. Tacy młodzi zawodnicy są uczeni przede wszystkim motoryki, gimnastyki, robią wszystko w formie pokazowej. A więc ćwiczą szpagaty, jest gimnastyka, akrobatyka, nauka języka japońskiego, szacunek dla starszych. Uczymy podstaw języka japońskiego, liczenia, mówienia podstawowych zwrotów, ponieważ na zawodach komunikujemy się głównie w języku japońskim, jeśli chodzi o zwracanie się sędziów do zawodników, wydawanych komend czy upomnień.

Osoby trenujące karate powinny mieć jakieś specjalne predyspozycje?

Sławomir Dubiel: Raczej nie wiemy, jakie mamy predyspozycje, zanim nie spróbujemy. Według mnie karate może ćwiczyć każdy, od 5 do 105 lat, sztuka karate to nie jest tylko walka, to przede wszystkim spokój, medytacja, chęć poznania swojego ciała – są wykonywane różne techniki, chodzi o równowagę ciała, gibkość. Naprawdę każdy może zacząć ćwiczyć w każdym wieku. 

Jaka jest motywacja ćwiczących, traktują karate jako rozrywkę, sposób uprawiania sportu?

Sławomir Dubiel: Większość przychodzi na początku z ciekawości, chcą zobaczyć, co to jest to karate, jak się ćwiczy, jak to wygląda. Niektórzy przychodzą by się odstresować, wyładować emocje, wyciszyć się. Treningi odbywają się w pewnym rytmie, to nie jest tak, że ktoś sobie przychodzi, porozmawia z jedną, drugą osobą w czasie ćwiczeń. Tutaj musi być taka dyscyplina jak w wojsku, nie można sobie pozwolić na jakiś bałagan czy roztargnienie. Wszystko odbywa się w swoim rytmie, rozpoczyna się od rozgrzewki, potem przychodzi kihon, kata, a na koniec trening kumite, a więc elementy walki.

A jak to jest z ludźmi, którzy są nadpobudliwi, czy bardziej agresywni. Nie powinni ćwiczyć karatem czy może właśnie powinni?

Sławomir Dubiel: Powinni ćwiczyć sztukę karate, bo to właśnie odwrotnie działa. Oni się wyciszają, tutaj na sali wyładowują tą swoją „pseudo agresję”. Oczywiście zdarzają się ludzie agresywni, którzy przychodzą tu ćwiczyć, ale oni jeśli zaczną tak naprawdę ćwiczyć karate to nie używają tego do tak zwanego kontaktu zewnętrznego, umieją się obronić, wiedzą o co chodzi, jeśli są wartościowymi adeptami to wiedzą, ile są warci. 

Pojawiają się u Pana na treningach ludzie, którzy obejrzeli jakiś film walki, albo grali w jakąś grę i chcą spróbować. Czy ludzie mają też taką motywację?


Sławomir Dubiel: Teraz raczej nie ma takiej fali filmowej, głównie jest to właśnie ze strony rodziców chęć „oderwania” dzieci od komputerów. Takie motywacje filmowe były bardzo popularne kiedyś, jak sam zaczynałem i ćwiczyłem, to nadeszła taka fala po wejściu na ekrany filmu „Wejście smoka”, że  na treningi zaczęło przychodzić nawet po kilkaset osób, to było widać i to było odczuwalne. Byli fani Bruce'a Lee, którzy chcieli być tacy jak on, walczyć w taki sposób. Ale z takich ludzi, którzy się inspirowali filmem pozostawało bardzo mało osób, powiedzmy, że na 100 takich osób po dłuższym czasie zostawała jedna, która faktycznie chciała ćwiczyć i uczyć się. Zainteresowanie pozostałych było raczej powierzchowne, spowodowane modą, oni po kilku zajęciach odpuszczali i odpadali.

Skąd się u Pana wzięło zainteresowanie karate, jakie były pierwsze kroki?

Sławomir Dubiel: U mnie zaczęło się to od sąsiada, który ćwiczył karate, podglądałem jak ćwiczy, kiedyś zabrał mnie na trening i załapałem tego bakcyla. Miałem wtedy 14 lat i wtedy jeszcze nie można było nawet przychodzić na treningi takim dzieciakom. Byłem jednak fizycznie bardzo dobrze rozwinięty, pływałem, osiągałem dobre wyniki i jednak mogłem zacząć ćwiczyć. Na początku przychodziłem na treningi tak bardziej towarzysko, przypatrywałem się, ale potem się bardzo wciągnąłem. Po dwóch latach wystartowałem w pierwszych zawodach ogólnopolskich, tam zająłem drugie miejsce i wtedy się zaczęło już na dobre i tak zostałem, do teraz. 

Niedawno odniósł Pan spory sukces, zdobył Pan Mistrzostwo obu Ameryk.

Sławomir Dubiel: Są to otwarte mistrzostwa, mogą w nich brać udział zawodnicy z całego świata, jest to jedna z eliminacji do mistrzostw świata, które odbędą się już za kilka tygodni. Startowali zawodnicy z 20 państw, była to taka generalna próba sił przed mistrzostwami świata. Zawody odbyły się w Los Angeles, na otwarciu pojawił się sam Arnold Schwarzenegger. Na zawodach udało mi się zdobyć złoty medal w kumite w kategorii Open. Dodam przy okazji, że byłem zdecydowanie najlżejszym zawodnikiem ze wszystkich w tej kategorii.

Z jakim nastawieniem wybiera się Pan na mistrzostwa świata?

Sławomir Dubiel: Jadę wygrać. Jestem wśród dziesięciu najlepszych zawodników na świecie w kategorii otwartej. Teraz udało mi się zwyciężyć w ostatniej próbie przed mistrzostwami, więc muszę myśleć o wygranej.

Jak wyglądają takie mistrzowskie zawody?

Sławomir Dubiel: Każda reprezentacja możne wystawić w mistrzostwach dwóch zawodników, startuje mistrz każdego kraju i zawodnicy, którzy zdobywali tytułu na innych międzynarodowych zawodach. Jest losowana drabinka startowa, rywalizuje się w systemie pucharowym. Przegrywający odpada, wygrywający przechodzi do kolejnej rundy. W zależności ilu jest zgłoszonych zawodników, do zdobycia mistrzostwa może być potrzebnych stoczenie 8, a nawet 9 walk w ciągu dwóch dni. Każda walka trwa 3 minuty, po niej mogą być zarządzone nawet dwie dogrywki, trwające także po 3 minuty. Tak więc kondycja i wydolność muszą być naprawdę na wysokim poziomie, żeby móc rywalizować w takich mistrzostwach. Od zawodów w Los Angeles minął już ponad miesiąc, a ja jeszcze „czuję” te walki i dochodzę do siebie, nie wyleczyłem jeszcze kontuzji. Dopiero za kilka dni rozpoczynam ponownie treningi.

Dziękujemy bardzo za rozmowę i życzymy powodzenia.