Wyżyna Gujańska w obiektywie

23 sierpień 2012

Wyżyna Gujańska w obiektywie

Pomimo, iż wyprawa „Land of dreams” zakończyła się w połowie maja, w dalszym ciągu nie sposób uporządkować wrażeń, wspomnień oraz... liczby zdjęć, które przywiózł ze sobą polski uczestnik wyprawy,  fotograf Wojciech Wandzel. Jednym ze sponsorów wyprawy była marka Hi-Tec.

 

Celem wyprawy wspinaczkowej po Wyżynie Gujańskiej były niezdobyte dotąd szczyty oraz wyznaczenie nowych, sportowych dróg wspinaczkowych w tym uważanym za jeden z najpiękniejszych zakątków świata. 

 

-To była już moja trzecia podróż do Wenezueli, dlatego spodziewałem się, że wyjazd ten nie zaskoczy mnie  bardziej niż poprzednie. Okazało się jednak, że natura przygotowała dla nas wyjątkowe przeżycia – tłumaczy Wojciech Wandzel. - Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z pory deszczowej, jednak intensywność opadów była dla nas prawdziwym zaskoczeniem. Na 30 dni, które zaplanowaliśmy spędzić w dżungli, przez 28 dni padało. Wiązało się to nie tylko z ciągłym problemem wilgotnego ekwipunku, ale również... zwierząt, które tłumnie wychodziły ze swoich kryjówek. Najczęściej były to skorpiony i węże, które znajdowaliśmy w kieszeniach plecaków i ubrań. Kwestii nieproszonych gości w naszej garderobie nie udało się ominąć. Natomiast same ubrania, które zaproponowała mi marka  Hi-Tec – oddychające koszule, spodnie, buty trekkingowe – doskonale sprawdziły się w tych niecodziennych i trudnych warunkach. Z wielką ulgą przyjęliśmy również... całkowicie suchy od środka plecak, nieopatrznie zostawiony w środku tropikalnej ulewy.

 

Indiańska gościnność

 

Kolejnym zadaniem uczestników wyprawy było nawiązanie kontaktu z mieszkańcami tych rejonów, którzy do tej pory nie mieli możliwości współpracy z zagranicznymi eksploratorami.  Zapytany o najlepsze wspomnienia Wojtek od razu mówi o pobycie w wiosce indiańskiego plemiona Campo Carrao: – Mieliśmy wyjątkową okazję spędzić kilka dni w wiosce lokalnych Indian, i z bliska obserwować nie tylko ich codzienne życie, ale również celebrowanie ich święta będącego odpowiednikiem naszego Dnia Matki, suto zakrapianego „piwem sawanny”, czyli Cachiri. Możliwość przyglądania się ludziom niezepsutym cywilizacją było wyjątkowym przeżyciem.


Zgrana drużyna

 

Wojtek, jedyny Europejczyk podczas tej wyprawy, pozytywnie wspomina swoich kompanów: - Cheo Garcia, będący ojcem chrzestnym całej wyprawy, jest człowiekiem nie tylko doświadczonym w tematyce wspinaczki, ale również otwartym i posiadającym olbrzymią wiedzę. Ustanowienie go liderem było formalnością. Wśród innych uczestników pojawiło się również wsparcie z … Uniwersytetu w Caracas. Towarzyszył nam geolog, którego zadaniem było nowatorskie badanie struktury geologicznej wzniesień. W zespole pojawiła się również kobieta, która doskonale łagodziła wszelkie spięcia w tym w większości męskim gronie.